niedziela, 13 stycznia 2013

Rayan, a gdzie płatki z mlekiem dla cioci?!



Mała Kiru *-* ....
Data urodzenia: 8.11 - Skorpion
Pochodzenie: Polska
Pseudonim: Biała Wilczyca
Broń: >.<

- Yea! - wysłużone sprężyny w kanapie jęknęły potępieńczo gdy 37 kg żywej masy rzuciły się na nie z rozpędu. Niska, mająca może ze 155 centymetrów, drobna blondynka oparła się wygodnie majtając bosymi nogami w powietrzu. Uśmiechnęła się wesoło, niczym wcielone zUo tymi swoimi spiłowanymi ząbkami, zaplatając zgrabnymi, długimi palcami wiecznie nieułożone, sięgające pasa włosy w gruby warkocz. Popatrzyła po zebranym ludzie, już po chwili lądując na kolanach Aven a lodowate stopy wkładając pod udo zacnego Diavola. Urocze dziecko... 

- Ciociuuu...! Zrobisz coś do jedzeniaaa~ ? - Dziewczyna odwróciła dwubarwne, granatowo-zielone tęczówki na jęczącego chłopaka.
- Yucik, kocham cię całym mym zgniłym serduszkiem, ale NIE.

Cóż o Kirley dużo mówić. Jest szczupłą, aczkolwiek całkiem hojnie obdarzoną przez naturę dziewczyną. Nie potrafi opowiadać o sobie i nie lubi tego - więc pytania zwykle spełzają na niczym. Jednym z jej różnorakich dziwactw (prócz nagminnego kradnięcia męskich koszul i bluz, molestowania włosów, podgryzania obojczyków, silnego uzależnienia od mleka oraz przytulania, kompletnie nieogarniętej orientacji seksualnej, pociągu do dominacji i bycia najsłodszym damskim neko-uke na świecie) jest fakt, że NIE UŻYWA nazwiska. Posiada i owszem - lecz jeszcze nie zdarzyło się by ktoś go usłyszał. 

Nie potrafi spać sama. Zajmuje pokój nr 3 lecz zazwyczaj przesiaduje niemal całą noc zawinięta w koc na parapecie okiennym. Chyba, że jest się do kogo przytulić...*

Tsundere.
Z reguły można zobaczyć raczej roześmianą, wybuchową dziewczynę pełną niespożytej energii. Wszędzie jej pełno, chce wszystko wiedzieć, wszystkim pomóc nie mówiąc nic o sobie. Potrafi być jadowita, wredna i kocha ironię. Wykazuje silne skłonności sadystyczno-schizofreniczne w otoczce całkowicie szczerej nieprzewidywalności.
Ale jak się przyjrzysz to to ma sens.
To po prostu skorupa.
Kirley panicznie boi się siebie i faktu, że jej nie zaakceptują. Potrzebuje dużo ciepła i stąd ta chęć tulenia się do wszystkich. Łatwo się przywiązuje do ludzi i zbyt szybko zaczyna uważać ich za przyjaciół. Kiedyś mało się nie zabiła skacząc ze swojego ego na swoje IQ i od tej pory ego znikło. A samoocena zapadła się w sobie i udaje że jej nie ma.
Dlatego dziewczyna nałożyła maskę "mała radosna cholera", uzbroiła się w jad i ruszyła na podbój świata udając że wszystko jest okey. Skorpion.
Przyjaciele wiedzą, że bardzo łatwo ją zranić, ale nic nikomu nie powie. Że zawsze mogą do niej przyjść, bo nawet jak kogoś nie lubi to pomoże. Uzbrojona w tasak i kaftan bezpieczeństwa wydusza zeznania i odprawia egzorcyzmy. Że jeśli nie odda czegoś za mleko to nie odda nigdy. Że nie da sobie pomóc, bo nie i już.

Kocha:
- ciasteczka ryżowe              - podgryzanie Diavola
- czytanie                              - czekoladę
- niebieski                             - mleko z płatkami

Nienawidzi: - słówka "nom"                   - ludzi nadętych
- papierosów
- zapachu piwa



* Diavol, czy nasza umowa nadal jest aktualna? o_O"


Historia? Moja historia? – dziewczyna zaśmiała się cicho i był to jeden z niewielu razy, gdy siedzący wokół ludzie mogli zobaczyć jej idealnie spiłowane kły. – Naprawdę chcecie? Wedle życzenia...
Zostałam urodzona ósmego listopada w szczecińskim szpitalu. Moja matka, lekarz farmaceuta, wyjechała do Ameryki tylko po to, by nadać mi na imię Kirley. Szesnaście miesięcy po moich narodzinach umarł ojciec. Przeprowadziliśmy się do Rosji, gdzie zostałam wcielona do dziecięcej siatki szpiegowskiej. Spiłowano mi zęby, przerobiono źrenice oraz struny głosowe oraz nadano pseudonim ”Biała Wilczyca”. Matka wynalazła uniwersalny lek na ADIS, trzy miesiące później umarła na zmutowany antygen tego wirusa. Lek nie działa w grupie krwi A Rh-. Brat zostaje modelem, zmienia nazwisko na Kuroshi i ściąga mnie do Ameryki. Jako dorosły przejmuje nade mną opiekę prawną. A potem trafiam na tą wyspę. – jasnowłosa zamilkła patrząc na nich nieco pustym wzrokiem. Po chwili przeniosła wzrok na Rayana. – Odkąd tu jestem NIE mam nazwiska.

Czy opowiedziała im prawdę? Nie. Czy skłamała? Też nie. Pominęła tylko parę istotnych faktów, o których nie musieli wiedzieć. Była jedną z sześciu dziewczyn-wilków, maszynek do zabijania niewygodnych Federacji Rosyjskiej. Z przyznaczonym obszarem Ameryk. Ichiru, dając jej nazwisko nie wiedział, co dziewczyna robi w każdy piątek na „wieczorkach filmowych”. Chile. Argentyna. Kanada. USA. Brazylia. Kuba. Trzydzieści trzy ciała gubernatorów, sędziów, znanych mediom psychopatów, senatorów, komendantów policji. Trzydzieści trzy zwłoki z rozszarpanymi psimi kłami gardłami. Pogruchotaną krtanią. Rozerwanymi tętnicami. Dziewczyna skuliła się w kłębek, próbując zapomnieć o koszmarach każdej nocy, wszechobecnej krwi, zwierzęcego przerażenia w oczach ofiar, skowytów bólu, charczenia tlenu w rozdartej krtani. Te twarze powracały, razem z wiecznym zimnem, śmiejąc się szyderczo do wtóru słów Miszy: Haroszaja rabota...


Oto Ja ! Bóg tego miasta, władca monitoringu !


 Jestem Jurij Miedwiediew.
Urodzony dnia 25 stycznia. Moje pochodzenie – Rosja. Jednak mieszkałem od dłuższego czasu na owej wyspie, ponieważ mój ojciec został właścicielem jednego z hoteli znajdujących się właśnie na niej.
Nie mam nic do ludzi ale odkąd zamieszkaliśmy na wyspie unikałem ich. Całe dnie spędzałem przed komputerem z zasłoniętymi oknami w pokoju. Czasem gdzieś wychodziłem poznawałem nowe miejsca.
W moim pokoju zawsze na jednym komputerze grałem, szukałem informacji o różnych rzeczach albo rozmawiałem z ludźmi, a na drugim obserwowałem co działo się w hotelu ponieważ podpiąłem się nim do monitoringu.
Jednak tego pamiętnego dnia wszystko się zmieniło.
Siedziałem wtedy jak zwykle przy komputerach i popijałem kawę, kiedy nagle zauważyłem na monitorze dosyć niecodzienną rzecz. Otóż kiedy drzwi windy na jednym z pięter się otwarły, na ziemie upadła dziewczyna w roztarganych ubraniach i jakby brudna. Zdaje się, że komuś lub czemuś próbowała się wyrwać. Zbliżyłem się do monitora i zauważyłem, że w windzie jest drugi człowiek który… Gryzł ją ? Chwile potem dziewczyna przestała się szarpać i to co zobaczyłem było niczym wycięte z filmu.
Człowiek który ją trzymał wyjadał jej narządy wewnętrzne. Odsłoniłem okno, a za nim ujrzałem chaos panujący na ulicy. Szybko dotarło do mnie, że w mieście nie jest bezpiecznie. Wyszedłem z pokoju. W mieszkaniu które znajdowało się na najwyższym piętrze hotelu i było mojego ojca, było dziwnie cicho. Pomijając oczywiście odgłosy z ulicy. Nikogo nie było. Przecież poszedł do sklepu ! Zabrałem pistolet, który ojciec trzymał zawsze na górnej półce w swoim pokoju i nóż. Patrząc na to co się działo wiedziałem już. że on nie wróci. Spojrzałem jeszcze na monitor żeby sprawdzić okolice i inne piętra.Na jednym z pięter zauważyłem chłopaka wybiegającego z pokoju. Wydawał się być „normalny”. Pomyślałem, że jeśli wybiegnie z hotelu od tak skończy jak większość ludzi w mieście. Wybiegłem jak najszybciej z mieszkania i.. nie winda była niebezpieczna. Pobiegłem więc żeby go zatrzymać.
 W hotelu było już pusto. Jak widać ludzie w panice próbowali gdzieś uciekać co okazało się dla nich samobójcze.
Odnalazłem więc chłopaka i nim mnie zauważył złapałem go za rękę i pociągnąłem w stronę schodów do piwnicy. Tam znajdywało się przejście które kiedyś znalazłem. Prowadziło kanałami aż za miasto. Była to najbezpieczniejsza droga żeby gdziekolwiek uciec, ponieważ w mieście panował zbyt wielki chaos. Zaprowadziłem go aż do starego Hotelu za miastem który znalazłem kiedyś szukając zajęcia. Był on w dość dobrym stanie. Jego właściciel który to został sam w nim zmarł nie długo przed tym dniem. Wszystkie rzeczy dalej tam były.
Tak wiec.. mieszkamy w nim od dnia 22 lipca 2011 roku.
Prawdopodobnie dla innych już nie istniejemy. Możliwe że dla reszty świata wyspa jest już całkiem martwa.
Jednak my tu jesteśmy.. i zrobimy wszystko żeby przeżyć.
Pokój ma numer 12.
Broń: Pistolet i nóż sprężynowy


 

Everyone's the same, no exceptions.


Imię: Florence
Nazwisko: Hanari
Wiek: 9 lat, 18 listopada (ciekawostka - prawdziwa data urodzin Flo)
Pseudonim: Na czacie Florennce, skrót - Flo.
Pokój: 15




                  Uczennica szkoły podstawowej we Francji. Mieszkała w domku piętrowym z dwójką rodzeństwa. Jedno starsze, drugie młodsze. Chociaż to tylko pierwsze piętro, cierpi na lęk wysokości mimo wieloletnich przyzwyczajeń. I boi się kiedy ktoś ją przerzuca przez ramię lub wisi w jakikolwiek sposób do góry nogami. Panikuje wtedy. To dlatego, że już nie raz spadła z drążka podczas szkolnych wuefów.

                     Jak to 9-cioletnia dziewczynka - Flo jest dziecinna. Lubi, kiedy ktoś ją nosi na plecach albo na ramionach, skąd wszystko będzie widzieć. Ma też zamiłowanie do zwierząt, szczególnie koni. Miała pewne marzenie z nimi związane, ale wydaje się nie do spełnienia przez warunki. Towarzystwo nastolatków i dorosłych jej przypadło, dlatego przestała lubić inne dzieci, tak. Czy ma jakieś uzdolnienia? Nie bardzo. W końcu jest tylko dzieckiem. Nienawidzi obnażać ciała. Nie ciągnie ją do wody tylko dlatego, że musi nosić strój kąpielowy. Wspominałam, że cierpi na bezsenność i nie lubi spać w swoim własnym łóżku? Może wszędzie, byle nie tam. Raz nawet było jej wygodnie pod łóżkiem jednego z mieszkańców tego hotelu...

                      A teraz o jej wyglądzie. Niska, brązowowłosa dziewczynka z taki samym kolorem oczyma. Jej 'tradycyjny' ubiór to szkolny mundurek składający się z białej wizytowej koszuli, czerwonej spódniczki i związanej chustki na szyi tego samego koloru. Zawsze, ale to zawsze nosi rozpuszczone włosy. Nie lubi ich związywać. I powiem też, że uwielbia kiedy ktoś je dotyka. Zasypia przy tym. Można powiedzieć, że to jej słaby punkt. Ulegnie takiemu czemuś.


O tym, jak dostała się na wyspę:
               Miała spędzić wakacje na morzu. Wycieczka była fundowana przez szkołę, za znajdowanie się w pierwszej piątce uczniów zajmujących najlepsze miejsca w konkursach krajowych. Przejdę od razu do momentu, w którym wszystko się zaczęło. Popołudnie, przerwano quiz jaki starsi koledzy przygotowali dla nas. Włączył się alarm słyszalny na całym statku, nie bardzo wiedziała po co, kiedy czuje że nie dzieje się nic złego. Jej opiekun podał kamizelkę ratunkową, według przepisów. Nie panikowała. Jeszcze nic nie wiadomo, ale alarm nie świadczy za dobrze. Inne dzieci nie miały pojęcia o panującej sytuacji, denerwowały się i nie wiedziały gdzie podziać. Chaos i bałagan się wzbudzał, aż nauczyciele uspokoiły nas wszystkich łagodnym tonem, a dźwięk alarmu ucichł.
- To nie było przez przypadek. Są podejrzenia o to, że w naszym statku zdarzył się "wypadek" i możliwe, że idziemy na dno. - w tym momencie paru z jej grupy wziął płacz - Póki co, inni sprawdzają o co chodzi. Jesteśmy zobowiązani poinformować Was o tym i przeprowadzić na specjalne łodzie, jeśli dojdzie do najgorszego. Teraz skierujcie się do swoich opiekunów. Powiedzą Wam co robić. - zrobiła, jak instruktor kazał. Ale za Chiny nie potrafiła odnaleźć swojego miejsca w tym zamieszaniu. Dołączyła się do innej grupy, a co to szkodzi skoro za kilka godzin może jej już nie być? Wszystko będzie OK. Tylko, że kiedy myślała w ten sposób, zawsze działo się odwrotnie.
                     Wszyscy już mieli kamizelki ochronne. Czekaliśmy teraz tylko na sygnał kapitana statku. Zaraz się wszystkiego dowiemy, bo nauczyciel poszedł po informacje. Długo nie wracał, a inni nauczyciele gdzieś się zapodziali. Gdzie są w takim momencie? Wszyscy się niecierpliwią, a oni pewnie palą sobie papieroski gdzieś z tyłu. Wszyscy, na pewno wszyscy poczuli nagłe uderzenie w statek. Paru nawet się przewróciło od tego. Przyleciał zdyszany nauczyciel wyraźnie zszokowany i zagubiony. Każde patrzałki zwróciły się w jego kierunku. Odkaszlnął, poprawił się po czym zaczął mówić.
- Uciekajcie gdzie pieprz rośnie, kapitan nie żyje! - Popieprzyło go, żeby tak otwarcie mówić o takim czymś?! Flo i nie tylko ona wdała się w panikę i przestała kontrolować się. Była w strachu, jak każde dziecko. Przepychała się przez ludzi bez celu. Liczyło się teraz tylko to, żeby przeżyć. Ktoś złapał ją za dłoń i pociągnął w stronę, gdzie grupy dzieci wsiadało na łódki. Cudem wcisnęli się i jako pierwsi wsiedli w bezpieczne miejsce. W tym momencie sznury, które trzymały łódkę poluzowały się, a nawet zerwały. Florence i nieznajomy byli w niej. Co prawda zerwali się na wodę, ale nie przewrócili się i pozostali nietknięci. Bez dłuższego namysłu wiosła wdały się w ruch i skierowaliśmy się w stronę najbliższej wyspy. Znana jako Silent Rose. Ku zdziwieniu, nieznajomy zaprowadził ją do hotelu Dante, gdzie miała tymczasowo zamieszkać, aż rodzice nie dowiedzą się o tym wszystkim i po nią przyjadą. Był wtedy 18 lipca 2011 roku, miała siedem lat. Mało, ale była zdolna do uczestniczenia w konkursach. Można więc stwierdzić, że tamtejszy program nauczania był znacznie bardziej wymagający. Czekała na rodziców, nie wrócili.


Dodatkowe informacje:
* Jest aseksualna.
* Wbrew wieku może czasem wykazać się inteligencją nieprzystającą 9-ciolatce.
* Jest tolerancyjna, ale włażenie w brudnych buciorach na dywan to przesada.
* Nie potrafi wiązać butów.
* Boi się władać bronią.
* Nienawidzi masła. To przez skazę białkową, która już co prawda minęła, ale przyzwyczaiła się nie jeść tego jedynego nabiału. Mleko, ser, jogurty, itd. nie są jej wrogami.

One day baby we'll be old...

Witam wszystkich.


Imię: Rayan Gabriel  
Nazwisko: Denevue  
Urodzony: 25 września
Wiek: 17 lat

Urodziłem się na południu Francji, ale tylko mój tata był francuzem - mama pochodziła z Anglii. Ludzie bardzo często mówią do mnie Yuta... Ale wole zdrobnienia od Rayana. Od 6 roku życia gram na pianinie, ogólnie wszystko co ma klawisze jest moim przyjacielem. Przed tragedią na wyspie ciągle brałem udział w różnych konkursach muzycznych... Od zawsze też interesowała mnie kultura Japonii a przede wszystkim anime i manga. Mogę o tym rozmawiać godzinami.! Jak nie dłużej... Tak samo jak o jedzeniu... Może i nie wyglądam bo ważę tylko 54 kilo, ale kocham jedzenie. Zjem wszystko z wyjątkiem soli... Nienawidzę słonych potraw.! Nie solę nawet zwykłych frytek, czy ziemniaków... Słodzę 4 łyżeczki. Piję kawę z mlekiem, albo raczej mleko z kawą. Do moich ulubionych zajęć należy również spacerowanie. Dość głupie, ale lubię przyrodę. Boję się wody... Nie umiem pływać. Huh... Mój tata nie był zbyt rodzinny i nie miał czasu mnie nauczyć. Boje się też burzy... Trauma z dzieciństwa.

Bardzo często też rysuję, ale to muzyka jest u mnie na pierwszym miejscu. Chociaż... Teraz nie ma na to w ogóle czasu. Zombi! Ile one zabierają nam życia?! Wole już szkołę... No ale. Ważne, że w hotelu Dante mam przyjaciół których mogę nazwać swoją rodziną. Obecnie mieszkam w pokoju numer 9. To moja szczęśliwa liczba. Co do wyglądu: zawsze chodzę w za dużych koszulkach, ciemnych rurkowatych spodniach, mam 175 cm wzrostu. Włosy... Dłuższe, lubią się kręcić. Chodzę tylko w trampkach lub glanach.



"To see a World in a Grain of Sand
And A Heaven in a Wild Flower,
Hold Infinity in the palm of your hand
And Eternity in an Hour."




Reaktywacja HnWU2013!

Osobiście wiedziałem, że tak będzie i strasznie mnie to cieszy! 

HnWU wróciło.


Jak to się mówi, do 3 razy sztuka, czyli teraz powinno być ok. W sumie, to kiedy nie było... Komu możemy podziękować za nowe otwarcie? Florennce i oczywiście Kirley. A! I jeszcze Panu "Wzruszające". No to zaczynamy. Po pierwsze każdy może napisać nową notę powitalną. Wiecie w jaki sposób, a jak nie to w "menu" są wzory. Po drugie... Hm... Cieszcie się z bycia w tym starym, zrujnowanym hotelu. Hotelu Dante. Mam nadzieję, że jakoś uda nam się odnowić starą ekipę! Nowe osoby też są mile widziane... Świeże mięsko. Aw. 

Życzę miłego pobytu na Silent Rose Island, a może już raczej... Na Wyspie Umarłych.