Diavol zgwałcił raz dziewczynę
Miała chyba lat szesnaście
I do tego kwaśną minę
A piersi dwanaście
Hej - ho kolejkę nalej
Hej - ho szklaneczki wznieśmy
To zrobi doskonale
Naszym opowieściom
Żyła w mieście cnotka Kiri
Co żelazną błonę miała
Więc koszule wciąż zbierała
I rzewnie płakała
Hej - ho kolejkę nalej...
Jurij bawi się w pedofa
Biednej Flo trusiki maca
Lecz gdy spojrzy na butelkę
To nagle ma kaca
Hej - ho kolejkę nalej...
Była raz Ruda Kostucha
Co to wszystkich w dupie miała
Pansexual się podobał
Acz nie wyjebała
Hej - ho kolejkę nalej...
Kochał uke nasz wspaniały
Rayem wszyscy go ty zwali
Lecz załapał to znaczenie
I zrobił się seme
Hej - ho kolejkę nalej...
Silver znowu za Jurijem
Seksu żądny tutaj gania
Lecz jak dostał w dupę kijem
Szybko przestał ganiać
Hej - ho kolejkę nalej...
Żył raz facet dziwny nieco
Ruchał wszystko co się dało
Nikt nie wiedział co to było
Cin się nazywało
Hej - ho kolejkę nalej...
Chodziło nam po hotelu
Małe coś aseksualne
Nie dostaniesz jej ty cwelu
Flo to dziecko nierealne
Część Apajki część moja :3 Mam nadzieję że nikt się nie obraził.. o-o xD
czwartek, 31 stycznia 2013
piątek, 25 stycznia 2013
Co z Rayem ?
Wczoraj dostałem interesujący i długi telefon. TAK TO RAYAN ! Kazał was pozdrowić i przekazać iż go nie będzie do czasu niewiadomego gdyż nie ma internetu. Tak więc wspierajmy go duchowo..
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Zdrastwujtie!
Kim jestem? Ruskiem. Pełnej krwi ruskiem. Nazywam się Cin i nikomu nie wyjawiam swojego prawdziwego imienia i nazwiska. Nie próbuj, nie dowiesz się i tak. Nie masz najmniejszych szans. Mam dwadzieścia siedem lat. Stara dupa ze mnie, nie?
Jako dziecko mieszkałem z rodziną w Moskwie, ale musieliśmy się przeprowadzić na wyspę przez co gdy mówię nie da się wyczuć rosyjskiego akcentu. Rodzice chcieli bym umiał swój ojczysty język dlatego uczyli mnie go przez co czasami zdarza mi się jeszcze mówić po rosyjsku. Jak na ruska przystało mam mocną głowę i potrafię wytrzymać długo w niskich temperaturach. Moja jakże wesoła rodzinka wysłała mnie do szkoły wojskowej. Dlaczego? Dlatego że brałem udział w nielegalnych wyścigach samochodowych gdy miałem siedemnaście lat. Straciłem prawą rękę, a zyskałem blizny po prawej stronie ciała. Benzyna się zapaliła a jakoś niefortunnie byłem w niej uwalony. Dobrze że moi kumple dali radę to opanować inaczej byłoby źle. Twarz, bark, pierś, cały bok. Aż do biodra ciągną się blizny. Mój kumpel który był zwariowanym inżynierem musiał przetestować swój nowy projekt. Protezę, a ja się nadawałem na królika doświadczalnego. Po paru latach testów i dopracowywania jej uzyskałem w pełni sprawną kopię ręki. Metalową, wytrzymałą, skomplikowaną.
Wygląd.. Dwieście pięć centymetrów wzrostu, czarne włosy do ramion. Proste. Falują się tylko gdy jest wilgotno. Zielone oczy z czego lewe jest zamglone przez co ma mleczno zieloną barwę. Miętową. Prawe ma jaskrawy odcień zieleni. Kolczyk w brwi, trzy pod dolną wargą ale często ich nie mam. Na plecach mam tatuaż przedstawiający martwą czarną panterę oraz kruka wydziobującego jej oko. Zwierzęta oświetla blask księżyca w pełni.
Najczęściej noszę czarne koszulki i do tego ciemne spodnie. Buty. Wojskowe lub glany, zależy na co mam ochotę. Płaszcz do kostek z wieloma kieszeniami w których mam pełno różnych rzeczy. Czasami trafi się wódka, czasami buteleczka benzyny. Nigdy nie mogę znaleźć tego co akurat jest mi potrzebne.
Jestem sztywniakiem. Chyba że akurat coś mi odbije to mogę nawet zatańczyć kalinkę. Tak, umiem ją zatańczyć i się do tego nie przyznaję chociaż robię to w tej chwili. Z reguły udaję wredną osobę choć nią nie jestem. No i.. nie wiem co jeszcze mogę dodać. Poznacie mnie i mój zajebisty charakter. Ah, ta moja skromność.
A teraz w skrócie o mnie. Erotoman, pedofil, zoofil i inne fil pewnie też. Nie robi mi różnicy chłopak czy dziewczyna. No, prawie żadnej. Mam rybki. Dokładniej piranię. Stalina. I wielkie akwarium. Ale w swojej.. "bazie". Nikomu nie powiem gdzie ona się znajduje bo mam tam wielkie zapasy. I jedzenia, i broni. No i mam tam też swój ukochany motor. Ale brakuje mi benzyny. Nie wiem co się stało z dwoma baniakami które miałem. Pewnie zostawiłem je w domu. Ah, ta skleroza.
Co zrobiłem gdy wybuchła epidemia zombie? Spierdzieliłem do bazy, proste. Samochodem który gdzieś sobie w niej stoi tak jak mój motor. Dlaczego miałem bazę? Przeczucie. I coś mi mówiło żeby ją zrobić. No i opłacało się. Moje kochaaane zapasy których po dobroci nie oddam. Mimo tego iż epidemia długo trwa wciąż mi dużo wszystkiego zostało. Mięso, jakieś żarcie w puszkach. A co najważniejsze mam dużo wódki. Bardzo dużo. Moja ruska natura kazała mi ją zabrać. Trochę czasu przeżyłem w tej bazie, potem zacząłem wędrować po wyspie aż znalazłem hotel. I tak to się zaczęło. Niby krótko Was znam ale tak jakoś się chyba przywiązałem do Was.
Cierpię na analgezję wrodzoną do której już przywykłem. Dzięki niej nie darłem się jak baba gdy płonąłem i gdy miałem.. odszarpaną rękę. Jeden plus, nie?
Pokój o numerze trzynaście poproszę.
[Wiem, dostanę pewnie opiernicz za notkę ale warto było. Cin tak naprawdę nazywa się Iwan Iwanow Iwanowicz. Ale. Zgodnie z zasadami RPG wiedzą o tym tylko autorzy. Postać może dowiedzieć się tylko jeśli powie jej o tym inna postać. Tak samo jak z położeniem bazy Cina. Nikt nie wie c: Wybaczcie błędy, składnię i to że bez sensu ta notka jest. Nie umiem pisać. A proteza. Jako że nie umiem jej opisać to jest to coś w stylu takiej protezy jaką ma Edward Elric z FMA. Cała ręka, o. *Mądre.* No tak jak jego jest proteza Cina, jeju. ]
niedziela, 20 stycznia 2013
Zimowy promyk wiosennej nadziei.. - Avenlie
Niby minął już rok odkąd tu jestem... Minął, a raczej zleciał i to dość szybko. Powiedziałabym, że za szybko.
Mam 17 lat, które skończyłam całkiem niedawno, gdyż 07.12.
Nie jestem całkiem zwyczajną nastolatką. Znaczy, nie żebym nie była zwykłym człowiekiem tj. nie żebym miała jakieś zdolności.. Raczej mam na myśli swój charakter. Posiadam bowiem dwa oblicza. Jedno jest spokojne, ciche, nie lubi tłumu i trzyma moją osobę na dystans od innych. Taa nawet niektórzy powiedzieliby , że sprawia ono, że wydaje się nudna.. No cóż. Może i by mieli racje. Drugie oblicze jest przeciwieństwem. Kocha zabawę , wszystko co jest możliwie niebezpieczne i wszelkiego rodzaju wyzwania. W zasadzie można mnie spotkać i w jednym, i w drugim obliczu, acz w tym pierwszym stanowczo częściej. Wszystko dlatego, że nie chce za bardzo wychylać się z otoczenia. Właściwie oprócz tego na ogół bywam poważna, zamyślona i często błądzę w swoim świecie. Potrafię też mieć swoje "humorki".. No mniejsza, nie będę wszystkiego opisywać.. Właściwie najlepiej będzie, jak poznacie mnie sami. Powiem jeszcze na koniec, że lubię czytać książki, kocham przyrodę i że w moim pokoju można mnie często zastać przykutą do kartki i bazgrząca na niej ołówkiem. To tyle.. no a teraz lecę do pokoju *posłała im uśmiech i znikła za drzwiami pokoju, gdzie zaczęła robić generalne porządki*
Tutaj się urodziłem i tutaj umrę
| Diavol (Di), 17 lat, mieszka na wyspie od urodzenia, glany, tanie wino, klocki lego, płatki kukurydziane, kanapa (z którą planuje wziąć ślub), biseksualny, umie ruszać jedną brwią, cukiernik |
Nigdy nie śmiałem pomyśleć, że ktoś lub coś mogło zepsuć tą harmonię,
która zawsze gościła na tej wyspie. Jak byłem mały, to było tutaj
niewielu ludzi pragnących spokoju i ciszy, później zaczęto robić z wyspy
kurort wypoczynkowy. Masa turystów, wielu obcych ludzi i urbanizacja
miasta nie zdołała jej zburzyć. Nasze tempo życia się i tak nie
zmieniło, akceptowaliśmy tych wszystkich ludzi od samego początku.
Poziom życia się podniósł, mieliśmy większy dostęp do świata
zewnętrznego po przebudowie portu. I jak tylko dotarły do nas media z...
tamtego świata, to zrozumiałem jakie ja ogromne szczęście mam, że się
tutaj urodziłem. Nie będę się rozmieniał na drobne, to nie ważne. Zawsze
chciałem, by ta sielanka trwała wiecznie, chciałem w niej umrzeć. Może
dla innych sielankowe życie było śmieszne, to dla mnie było czymś
niesamowicie przyjemnym. Szło się do szkoły na krótko, nigdy nie
mieliśmy wiele lekcji, po szkole się szło na plażę, nad port odwiedzić
pracujących ojców (w moim przypadku wujka, ojca nie znałem, moja matka w
sumie też), spacerowało się po lesie. Nie mieliśmy zajęć typu siedzenie
po piwnicach, mazanie murów, ćpanie. To nie kwestia tego, że nie
znaliśmy tego, znaliśmy, ale nie było nam to potrzebne do dobrej zabawy.
Pamiętam dobrze, każdy chłopak chodził posiniaczony z szwami. Z
biegiem czasu to się nie zmieniło, ale takie rany były od bójek, które
są całkowicie normalne. Tylko my powody mieliśmy inne. Takie jak
dziewczyny, próba dominacji nad różnymi małymi grupami. Nikomu to nie
przeszkadzało.
No
nie będę skracać całego życia, bo to bezsens. Teraz najważniejsze jest
to, co zmusiło mnie do ciągłego przebywania w tym miejscu. Nie będę się
rozmieniał na drobne, bo nie mam ochoty, ale pokrótce. Zombie, ot co.
Żadna nowość, co nie? Tak jak w każdym przypadku. Podczas owego dnia
straciłem całe swoje życie, przyjaciół, rodzinę, którą była moja mama i
wujek, i całą chęć do życia. Z mijającym czasem wszystko się zmieniło,
nie jest gorzej... jest inaczej, jak to mówią optymiści, a ja do nich
się zaliczam.
Ja
się niewiele różnię od stereotypowego nastolatka, chociaż mam swoje małe
dziwactwa. Tzn dziwactwa, ja po prostu nadal lubię się bawić śnieżkami i
klockami lego. Nie, że zawsze, ale jak mi się nudzi. Generalnie to
strasznym leniem jestem i potrafię cały dzień przeleżeć, przez co mój
pokój... lepiej nie wchodzić. Zajmuję numer jeden, tak a'propo jakby
ktoś chciał umrzeć gubiąc drogę do wyjścia z niego, a można. Wygląda on
gorzej jak Czarnobyl po wybuchu elektrowni, albo Hiroszima po zrzuceniu
na nią bomby. A ja? Jednego co do siebie jestem pewien, przed tym
zdarzeniem byłem całkiem inny. Kiedyś byłem niesamowicie otwartym, wesołym i szczerym chłopakiem, a teraz? Jak widać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)